Dawno nie było już konkretnego postu na jakiś kontrowersyjny temat :)

Do tekstu o glutenie przygotowywałem się już jakiś czas, ale po przeczytaniu fantastycznego, 23-stronicowego artykułu Michael’a Specter’a z New Yorker stwierdziłem, że warto to zrobić szybciej niż później. W międzyczasie ukazał się popularny w polskiej sieci wpis na blogu crazynauka.pl, za który (jak się można było spodziewać) autorzy zebrali niezłe baty w komentarzach od ludzi z kościoła „antyglutenowego”.

Od początku

Dla osób, które interesują się tematem nie będzie to nic nowego, ale warto powtórzyć czym gluten w ogóle jest.

Jest to jedno z najczęściej konsumowanych białek w naszym świecie. Powstaje w wyniku połączenia dwóch molekuł – gluteniny i gliadyny. Podczas ugniatania ciasta to połączenie tworzy elastyczną powłokę (aka. membranę), którą potem smakujemy jako „miękkie” wnętrze chleba (lub dzięki której podrzucamy ciasto do pizzy bez rozpadania się go na całą kuchnię). Gluten (już połączona glutanina i gliadyna) absorbuje również dwutlenek węgla, który podczas fermentacji dodaje objętości pieczywu. Gluten występuje naturalnie w zbożach (pszenica, żyto, jęczmień). Również owies jest „skażony” glutenem. Pszenica uprawiana jest przez człowieka od niemalże 10 000 lat, ale dostęp do niej był ogromnie zróżnicowany w różnych częściach świata. Myślę jednak, że możemy zdroworozsądkowo przyjąć, że nasz organizm jest w miarę „przyzwyczajony” do spożywania tego pokarmu. Niezależnie od tego u niektórych ludzi występuje nietolerancja gluteny, czyli celiakia. Oznacza to, że takie osoby mają zaburzone działanie enzymów proteolitycznych (lub ich zupełny brak), czyli takich, których zadaniem jest rozbijanie (czyt. trawienie) konkretnych białek. Wtedy to właśnie gluten (a raczej gliadyna, która jest alergenem) jest wchłaniane bezpośrednio do przewodu pokarmowego i tworzą stan alergiczny.

Według przytłaczającej większości badań na celiakię cierpi około 1% społeczeństwa.

Mimo, że 1% to niezbyt dużo, to klimat „dietetyczno-komercyjny” jaki narósł w wokół glutenu mógłby nam pozwolić przypuszczać, że na celiakię choruje co najmniej 10% społeczeństwa.

Prawdą jest, że gluten ze względu na swoje właściwości jest dodawany do wielu pokarmów, głównie dla poprawienia wyglądu, przedłużenia daty do spożycia etc. W porównaniu do ilości glutenu przyjmowanego przez nasze organizmy 500 lat temu, teraz spożywamy go nieporównywalnie więcej. Z drugiej strony, sprawa jest dość zero-jedynkowa. Jeśli ktoś nie jest chory na celiakię, to jego organizm nie zareaguje tak jak osoba chora nawet przyjmując dużo produktów dziennie z glutenem. Jak to więc się stało, że świat dietetyczny stanął na głowie, z powodu choroby, która dotyka 1% ludności?

Będę może mało obiektywny, ale jak zazwyczaj nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o kasę!

Gluten-free biznes

Oczywiście przodownikiem biznesu bezglutenowego jest USA. Abstrahując od tego, że powstały tam osobne sklepy, restauracje, targi żywności bezglutenowej, a nawet bezglutenowe karmy dla psów (sick!), to jest to po prostu prężnie rozwijający się biznes. Sprzedaż produktów bezglutenowych wzrosła od 2009 r. już ponad dwa razy i osiągnie w 2016 r. niemalże 16 miliardów dolarów (prognozowana sprzedaż na 2020 r. – ponad 20 miliardów USD).

zrzut-ekranu-2015-02-26-o-10.png (orig)

źródło: www.statista.com

Bezglutenowy hype uderzył z całą siłą w 2011 r. i do tamtej pory sprzedaż takich produktów wzrasta w USA co roku o około 13%. Interesujące są natomiast przesłanki takich wyborów żywieniowych:


zrzut-ekranu-2015-02-26-o-10_0.png (orig)

źródło: www.statista.com

 

Jak widać na powyższym, w 2013 r. tylko 28% osób spośród tych kupujących produkty bezglutenowe były zdiagnozowane u lekarza z celiakią. Reszta to ludzie którym „się wydaje” lub „myślą, że” mogą mieć nietolerancję glutenu.

I tutaj pojawia się magiczne stwierdzenie pt. „nietolerancja glutenu”, które jest główną przesłanką dla większości ruchów bezglutenowych, NIE związanych bezpośrednio z celiakią.

Badania

Jak wcześniej pisałem bezglutenowy hype ogarnął świat w 2011 r. Wtedy to właśnie profesor gastroenterologii z Monash Univeristy, Pete Gibson, opublikował badanie, które miało sugerować, że gluten może powodować stany alergiczne u ludzi NIE chorujących na celiakię.

Gibson i spółka zebrał 34 osoby charakteryzujące się syndromem podrażnionego jelita (ale bez celiakii), które raportowały znaczną poprawę samopoczucia po przejściu na dietę bezglutenową. Wszyscy badani mieli przejść na dietę stricte bezglutenową, jednak prawie połowa z nich dostawała w czasie trwania eksperymentu muffiny i chleb z glutenem. Badanie było randomizowane, przeprowadzane metodą podwójnej ślepej próby, co znaczy, że ani lekarze, ani badani nie wiedzieli które pokarmy zawierają gluten, a które nie. Mimo to, większość z badanych, która przyjmowała gluten skarżyła się na powrót dolegliwości, podczas gdy większość pozostającej na diecie bezglutenowej czuła się cały czas dobrze. Eksperyment był przeprowadzony bardzo dokładnie, jednak na bardzo małej ilości badanych (n=34). W samym badaniu czytamy:

„(…) Pomimo, że zaobserwowano polepszenie stanu zdrowia badanych po przejściu na dietę bezglutenową (a nie chorujących na celiakię), to jest zbyt mało dowodów na to, by stwierdzić, że to gluten jest czynnikiem wywołującym negatywne symptomy. Potrzebnych jest więcej badań by stwierdzić jakie mechanizmy zachodzą (…)”

Pomimo, że naukowcy opisali sprawę bardzo zachowawczo machina komercyjna ruszyła i miliony ludzi zaczęły stołować się w eko sklepach z żywnością bezglutenową.

Jak można się też spodziewać ruszyła moda na tworzenie badań mających udowodnić rzeczywiste istnienie nietolerancji na gluten, jednak żadne z nich definitywnie nie potwierdziło tej tezy.

Gibson zaprojektował w 2013 r. drugie badanie, mające na celu rozszerzenie wyników z pierwszego badania.  Tym razem Gibson et al. zebrali 37 osób, które nie były chore na celiakię, ale które „mogły się charakteryzować nietolerancją na gluten”. Tym razem naukowcy byli bardziej dokładni – postanowili wyeliminować węglowodany z diety pozostawiając jedynym mocnym potencjalnym alergenem w diecie gluten. Tak więc dieta na którą mieli przejść badani nie tylko była bezglutenowa, ale też wolna od tzw. FODMAP’s (po polsku FODMAW - Fermentujące oligo-, di- i monosacharydy oraz alkohole wielowodorotlenowe). Jest to grupa węglowodanów bardzo często występujących w „dietach zachodnich” np. w miodzie, jabłkach, nabiale, czosnku i cebuli. Pomimo, że większość ludzi nie ma większych trudności z ich przyswajaniem, to u ludzi którzy nie mają takiego szczęścia, powodują gazy, bóle brzucha, wzdęcia i biegunkę (czyt. objawy zespołu drażliwego jelita).

W drugim badaniu Gibsona najpierw wszyscy badani przeszli na dietę wykluczającą zarówno gluten jak i FODMAP’y. U wszystkich badanych dolegliwości ustąpiły. Następnie niektórzy badani zaczęli nieświadomie przyjmować gluten (ale ciągle bez FODMAP’ów) i symptomy NIE powróciły.

To badanie dowiodło, że to nie gluten powodował u przebadanych osób odczyny alergiczne, a FODMAP’y.

Jednak tak jak pierwsze badanie Gibsona nie było jednoznaczną przesłanką do stwierdzenia, że gluten to zło, tak wyniki drugiego badania jednoznacznie tego nie negują. Dają dość mocne podstawy do tego by sądzić, że to nie gluten per se jest odpowiedzialny za część problemów gastrycznych - tylko tyle i aż tyle.

Na koniec

Nie uważam, że bezglutenowy szał jest w 100% przesadzony. Ale jestem pewien, że tak jak każda moda dietetyczna (np. moda na jedzenie margaryny, moda na niejedzenie zbyt dużo jajek, moda na niejedzenie tłuszczów etc.) jest w dużym stopniu sztucznie nadmuchiwana przez koncerny, które zgarniają za to grubą kasę. Dodatkowo do tego dochodzi masa artykułów i stron na ten temat w internecie, które bardzo jednostronnie łączą spożywanie glutenu z najróżniejszymi chorobami, co jest w dużej części napisane w stylu tabloidowo-plotkarskim.

Jeśli mówimy o glutenie w kwestii treningów i przygotowań do startów, to nie ma żadnych konkretnych badań mówiących, że wyłączenie glutenu z diety jest najlepszym rozwiązaniem dla sportowców. Jak zwykle każdy z nas jest inny i na każdego będzie działać inny rodzaj diety. Jedyne o czym musimy pamiętać, to żeby nie dać się wpędzać w komercyjne nagonki na konkretne trendy w odżywianiu, suplementacji i metod treningowych.

 


1. Biesiekierski JR, et al. Gluten causes gastrointestinal symptoms in subjects without celiac disease: a double-blind randomized placebo-controlled trial. Am J Gastroenterol, 2011; 106(3):508-514. https://www.glutenfree.com/#/articles/gluten-causes-gastrointestinal-symptoms-in-subjects-without-celiac-disease-a-double-blind-randomized-placebo-controlled-trial

2. Biesiekierski JR, et al. No Effects of Gluten in Patients With Self-Reported Non-Celiac Gluten Sensitivity After Dietary Reduction of Fermentable, Poorly Absorbed, Short-Chain Carbohydrates, Am J Gastroenterol, 2011; http://www.gastrojournal.org/article/S0016-5085%2813%2900702-6/fulltext

3. http://www.nytimes.com/2014/02/18/business/food-industry-wagers-big-on-gluten-free.html

4. http://wholehealthsource.blogspot.com/2008/07/grains-and-human-evolution.html

5. http://www.realclearscience.com/blog/2014/05/gluten_sensitivity_may_not_exist.html

6. https://www.psychologytoday.com/blog/evolutionary-psychiatry/201209/schizophrenia-and-the-gut

7. http://www.ataxiacenter.umn.edu/aboutataxia/sporadic/wheat/home.html

26 luty | Laboratorium

KOMENTARZE (6)

3xjanusz

Dzięki Mat-Lig, to bardzo miłe:)

Mat_Lig

W końcu jakiś ciekawy tekst dot. glutenu, a nie kolejna bezkrytycznie przeklejona informacja z niepewnego źródła. Nigdy za bardzo nie rozumiałem dlaczego akurat brak glutenu miałby faktycznie przynosić jakieś korzyści w treningu, ale też nie chcę jakoś silnie bronić glutenu. Na pewno nie ma sensu go demonizować, bo jest wiele zdecydowanie bardziej szkodliwych związków. Oby więcej takich rzetelnych tekstów!

3xjanusz

Dzięki Marcin:) Tak, postaram się zintensyfikować pisanie na tyle ile mi pozwoli czas! Zgadzam się z Tobą w 100%. Charakterystyczne dla większości ludzi próbujących różne diety jest skrajne trzymanie się reżimu, dlatego przejście na dietę bezglutenową z "typowo zachodniej diety" będzie automatycznie skutkowalo dużo lepszym samopoczuciem. Celiakia ani nadwrażliwość jelita nie musi wcale występować. Pierwsza rzecz to tak jak napisałeś lobby, a druga to tępe powtarzanie niepotwierdzonych informacji albo specjalnie uwydatnianie części informacji i przemilczenie innych. Przykładem może być taki artykuł z authority nutrition: http://authoritynutrition.com/6-shocking-reasons-why-gluten-is-bad/ . Generalnie po przeczytaniu tego artykułu można wysnuć wniosek, że gluten nie dość, że u wszystkich wywołuje stany alergiczne, u alergików najpewnie wywoła śmierć, to jeszcze doprowadzi do zachorowania schizofrenie i inne choroby mózgu. jakiś absurd.

Marcin

Widzę, że wracają na bloga stare dobre artykuły ;-) Też mi się tekst podobał i w zasadzie oddaje moje zdanie w temacie, czyli coś dzwoni, ale mało kto wie, w którym kościele. Przy przejściu na daną dietę zachodzi wiele koincydencji i można łatwo wyciągnąć wniosek, ze coś działa, a tak na prawdę na poprawę składa się szereg czynników - przy przejściu na dietę bezglutenową często eliminuje się junk food i samo to sprawia dużą różnicę. Szkoda tylko, że pewnie będzie jak z bio żywnością w Stanach - korporacjom nie będzie opłacało się produkować dobrej jakości bezglutenowej żywności więc wymyślą jak to zrobić tanio i w razie konieczności wylobbują odpowiednie prawo.

3xjanusz

Dzięki za miłe słowo!:)

Gregor

jak zwykle konkretnie i na temat aż miło sie czyta. Dzięki za dobrą dawkę wiedzy w pigułce.

KOMENTUJ

W poprzednich dwóch częściach pisałem o tym, jak sobie radzić z przeziębieniem. Dzisiaj będzie kilka wskazówek jak się uporać z naszym planem treningowym, kiedy już zdołaliśmy się uporać z przeziębieniem/pomniejszą kontuzją i jesteśmy gotowi wsiąść na nasz przykurzony już rower. czytaj więcej →