Czyli pomimo tego, że więcej nabieganych kilometrów = więcej lajków na FB, to nie zawsze nabijanie konkretnej ilości kilometrów ma sens!

W swoim najnowszym wpisie na blogu Joe Friel podnosi temat układania treningów na podstawie dystansu i czasu trwania.

Zagadnienie z którym zmierzyć się musi wiele osób, zarówno tych, którzy trenują innych jak i tych, którzy sami sobie rozpisują treningi.  Jeśli do tego równania dodamy jeszcze intensywność, to robi nam się trenerska zagwozdka: czy dzisiaj powinniśmy zrobić 20 kilometrów wybiegania CZY zrobić 2 h wybiegania CZY może zrobić 1-godzinnego fartleka (w którym zrobimy około 10-12km)?

Oczywiście (a jakże!) wszystko zależy. Zależy od tego jaki mam cel konkretnego treningu (głównie chodzi o intensywność), na jakim poziomie jest zawodnik, do jakiego dystansu trenuje, co robił dnia poprzedniego etc.
Wiele osób zakręca się na punkcie tygodniowego kilometrażu, to jest natomiast, szczególnie w przypadku triathlonistów, często mylące. Przykładem może być jazda na trenażerze – ilość dystansu pokonanego na pojedynczym treningu jest uzależniona od typu trenażera i poziomu obciążenia na jakim się jedzie, dlatego jedna osoba przejedzie w godzinę na jednym trenażerze 30 km,  a na innym 25 km, pomimo jechania na tej samej mocy. Nie znaczy to przecież, że jadąc 30 km zrobiło się większą intensywność niż przejeżdżając 25 km, jeśli czas i moc były takie same.

Z tym samym możemy się spotkać podczas treningów na zewnątrz. Jeśli założymy sobie przejechanie 60 km, co powinno nam zająć 2h, a jest bardzo duży wiatr i nasza średnia prędkość będzie mniejsza, to może się okazać, że kończąc trening po 2 godzinach mamy na liczniku tylko 50km, ale  ogólna intensywność treningu jest podobna (lub większa) do tej zakładanej. Przejechaliśmy mniej kilometrów, ale w trudniejszych warunkach, przez co znacznie się intensywność wysiłku jest taka sama, lub większa, jak przejechanie założonych 60 km.

Poza tym, w przypadku osób nie trenujących zawodowo, jakie to ma znaczenie czy przebiegliśmy w danym tygodniu 60 km czy 50 km? Jeśli rzeczywiście czujemy, że nasz organizm jest wymęczony i wyrobienie „tygodniowego optimum” może skończyć się kontuzją lub chorobą, to lepiej odpuścić. Nasz organizm nie czuje bezpośredniej różnicy między jedną liczbą, a drugą w naszym dzienniczku treningowym. Jeśli czujemy, że rozpadamy się przy czterdziestym kilometrze, a mamy jeszcze do wybiegania w tygodniu kolejne czterdziesci to... nie róbmy tego:)  Nie zawsze trzeba składać ofiarę Bogowi Zajazdu:)

Zarówno większość moich treningów, jak i treningów moich zawodników jest rozpisywana na dany czas, a nie na kilometraż. Wyjątkiem są przygotowania do konkretnych zawodów np. start w biegu na 10km, gdzie potrzeba specyficznej pracy na konkretnych tempach przez dany dystans. Wtedy z kolei, Bogowie Zajazdu zbierają żniwa!

 


1.http://www.joefrielsblog.com/2015/02/train-for-duration-or-distance.html#comments



KOMENTARZE (0)

KOMENTUJ

W poprzednich dwóch częściach pisałem o tym, jak sobie radzić z przeziębieniem. Dzisiaj będzie kilka wskazówek jak się uporać z naszym planem treningowym, kiedy już zdołaliśmy się uporać z przeziębieniem/pomniejszą kontuzją i jesteśmy gotowi wsiąść na nasz przykurzony już rower. czytaj więcej →