Ostatnio była kilka tekstów o treningach na trenażerze. Dzisiaj za to będzie o tym jak urozmaicić sobie treningi biegowe!

Fartlek po szwedzku znaczy „zabawa z szybkością” i dokładnie tym jest. Polega na wplataniu szybszych akcentów w trening biegowy, natomiast bez konkretnej struktury – biegniemy tak szybko i tak długo jak chcemy. Możemy zatem robić powtórzenia zarówno 1-minutowe jak i 15-sekundowe. Możemy biegać "od latarni do latarni" albo od jednego drzewa do drugiego. I to jest właśnie w fartleku najlepsze, bo na bieżąco zmieniając intensywności i okresy trwania powtórzeń urozmaicamy nasz trening, jednocześnie dając organizmowi różne bodźce. Uczymy się również własnego odczucia zmęczenia i „czytania” naszego organizmu, bo monitory tętna w przypadku tych treningów są ostatnią rzeczą o jakiej powinniśmy pamiętać!

Jestem ogromnym fanem tego typu treningów, szczególnie podczas okresów budowania bazy, gdzie czasami jednostajność długich wybiegań może nas naprawdę nudzić. Włączenie 10 przebieżek po 15-45 sekund (np. 5 na początku biegu i 5 na końcu biegu) urozmaica trening i pomaga się nam odmulić.

Co jest ważne w fartleku

  1. Założeniem jest urozmaicenie treningu, a nie robienie treningu szybkościowego/ciężkiego treningu interwałowego. Szczególnie jeśli włączamy taki trening w okresie budowania bazy – nigdy nie robimy fartleka do zajechania, zawsze zostawiamy sobie „zapas” kilku powtórzeń.

  2. W zasadzie jest to połączone z pierwszym punktem – pamiętajmy, żeby nie robić fartleka za mocno. 10 sprintów „od latarni do latarni” to fajna zabawa biegowa, ale 10 x 400m to już jest hardcorowy trening na który przyjdzie czas w późniejszym okresie przygotowań.  

  3. Warto zmieniać długość odcinków oraz szybkość z jaką je przebiegamy

  4. Zapomnijmy o zegarku! Szczególnie dla tych, którzy (tak jak ja) są zafiksowani na punkcie danych – czas na luz! Uwolnijmy się trochę od analityki i bawmy się samym treningiem.

Wiem, że teraz jest okres „budowania bazy” i większość z nas skupia się zapewne na dłuższych wybieganiach w wolniejszym tempie. Wiem też, że duża część zawodników utożsamia go z wolnymi i długimi wybieganiami. Z własnego doświadczenia wiem też, że zawodnicy często boją się łamać schematy treningowe, wychodząc z założenia, że np. wejście kilka razy na wyższe tętno podczas „wolnego wybiegania” niweczy całą jednostkę treningową. Otóż: wcale tak nie jest. Bawmy się treningiem!

KOMENTARZE (0)

KOMENTUJ

W poprzednich dwóch częściach pisałem o tym, jak sobie radzić z przeziębieniem. Dzisiaj będzie kilka wskazówek jak się uporać z naszym planem treningowym, kiedy już zdołaliśmy się uporać z przeziębieniem/pomniejszą kontuzją i jesteśmy gotowi wsiąść na nasz przykurzony już rower. czytaj więcej →