Kolejny dowód na to, że również w aspektach treningowych, nie warto ślepo kopiować tego co robią inni.

W ostatnim odcinku podcasta Endurance Planet można usłyszeć wywiad z Sami Inkinen’em, który dosyć mocno naruszył mój treningowy światopogląd. Myślę, że podejście Sami’ego pozwala spojrzeć na standardowe plany treningowej z dość dużej perspektywy.

Poruszałem już kiedyś temat „jakości ponad ilość” w przypadku przygotowań do startów triathlonowych. Wtedy jako przykład podawałem Ben'a Greenfield'a, który trenując 10 godzin tygodniowo skończył Ironman Kona w czasie 9h 36min. Generalnie uważam, że wszyscy powinniśmy podążać według motta "quality over quantity", szczególnie jeśli chodzi o treningi. Jestem również w stanie w pełni uwierzyć, że trenując dużo mniej niż inni, ale mądrzej, możemy osiągnąć bardzo dobre rezultaty. Dzisiejszy life case na przykładzie Samiego Inkinen'a pokazuje, że te rezultaty mogą być naprawdę imponujące i nawet ja jestem pod mega wrażeniem :).

Sami jest często podawany za przykład sportowca – amatora, który do perfekcji opanował sztukę jakościowego treningu i jego połączenia z ambitnym i zawalonym obowiązkami życiem biznesmena (pisali o nim wielokrotnie m.in. Slowtwich.com, triathlete.com , triathlon.competitior.com, Men’s fitness i Triathlon magazine)

Sami jest 39-cio letnim amatorem, który legitymuje dość dużymi sukcesami m.in.:

- mistrz świata amatorów na dystansie 70.3
- 8:58 na Ironman Kona i drugie miejsce w kategorii wiekowej 30-39
- życiówka 8:24 na dystansie Ironman
- 3-krotny zwycięzca wśród amatorów Escape from Alcatraz
- kilkukrotne wygrane wśród amatorów na dystansach 70.3
- 100-milowy maraton rowerowy Leadville w czasie poniżej 9 godzin.

Tak imponujące wyniki Sami osiągnął trenując średnio tylko 8 - 12h tygodniowo (!!!). Brak czasu na treningi wynika z tego, że jest on również założycielem i szefem jednej z największych agencji nieruchomości on line w USA, zatrudnia ponad 400 pracowników i zdarza mu się wyrabiać 90-cio godzinne (!!!) tygodnie w pracy i podróżach biznesowych.

Zainteresowałem Was?

Jakby tego było mało, Sami i jego żona wymyślili, że w lipcu pokonają trasę z Kalifornii na Hawaje (3,8 tysiąca kilometrów) wiosłując w łódce. Wpłynęło to mocno na jego treningi, które zaczęły się opierać głównie na budowaniu masy mięśniowej i wytrzymałości mięśniowej specyficznej dla wiosłowania. To zaowocowało o 10 kg większą wagą, niż jego normalna waga startowa. Na miesiąc przed zawodami Wildflower Triathlon (dystans 70.3 Ironman), jedynym startem Tri w tym sezonie, Sami stwierdził, że to najwyższy moment na przygotowanie się do startu.

Jego trening składał się z:

- 10-15 minut biegu codziennie przez 4 tygodnie
- 1 x tydzień krótki i mocny trening interwałowy: 10x1 minuta sprint max / 1 minuta odpoczynku
- 1 mocny trening biegowy – około 60 minutowy wbieg pod około 11km wzniesienie (długość wzniesienia, a nie przwyższenie:))
- ćwiczenia pliometryczne – czyli ćwiczenia eksplozywne jak np. wskakiwanie na pudło
- 10-15 minut pływania codziennie – żeby złapać czucie wody
- 2 treningi rowerowe w tygodniu – 2-3 godz. wyjeżdżenie na zewnątrz oraz 60-cio minutowy trening na trenażerze

W sumie – około 8 - 10 godzin tygodniowo. Na takim treningu Sami zajął pierwsze miejsce wśród amatorów z czasem 4:28:55.

Tak samo jak w przypadku Ben’a Greenfield’a, nie mam złudzeń, że osoba trenująca tri od roku mogłaby zrobić podobny rezultat, na podobnym planie treningowym. Ale coś jest na rzeczy. Jak mówi Sami, w każdym momencie sezonu stara się uniknąć na tyle ciężkich treningów, żeby mogły negatywnie wpłynąć na treningi w następnych dniach. A myślę, że większość z nas zna to uczucie, kiedy po mega ciężkich treningach w weekend idziemy na poniedziałkowy poranny basen jak na skazanie.

Cytując Sami'ego „wmówiłem sobie, że brak progresu w każdym kolejnym treningu wynika tylko z braku odpoczynku, a nie z za małej ilości treningów”. Jak widać idea, żeby trenować na takim poziomie intensywności, by następnego dnia być gotowym na kolejny intensywny (ale krótki trening) opłaciła się.

Oczywiście jeśli mówimy o regeneracji i wysiłku Ironman’owym, to oprócz treningów, powinniśmy też poruszyć temat diety. Sami po wielu latach „normalnego, ale zdrowego odżywiania” i kilku sezonach za pasem dowiedział się, że jest zagrożony cukrzycą. Trochę zniesmaczony tym faktem zmienił dietę na LCHF (Low Carb High Fat – niskowęglowodanową i wysokotłuszczową dietę, która jest propagowana coraz częściej wśród triathlonistów, głównie za sprawa Tim’a Noakes’a) i jest jej zagorzałym fanem. Odżywia się głównie produktami nieprzetworzonymi i na tyle zwiększył umiejętność czerpania energii z pokładów tłuszczowych (jak mówi, według badań 3 razy więcej energii czerpie teraz z tłuszczu, niż będąc na diecie „normalnej”), że nie musi brać odżywiania nawet na długich wyjeżdżeniach.

Zdążyliście się już pewnie zorientować, że jestem zdecydowanym zwolennikiem podejścia, żeby każdy trenował w taki sposób jaki działa na niego najlepiej. Nie ma oczywiście sensu uogólniać i przenosić ślepo rozwiązań Sami'ego na siebie/innych zawodników. Nie znaczy to jednak, że nie powinniśmy różnych rozwiązań próbować i szukać własnej, idealnej drogi trenowania.

Jeśli chcecie na bieżąco śledzić osiągnięcia Sami'ego Inkinen'a to polecam jego bloga -> Incurable Data Geek.

09 czerwiec | Laboratorium, Trening

KOMENTARZE (0)

KOMENTUJ

W poprzednich dwóch częściach pisałem o tym, jak sobie radzić z przeziębieniem. Dzisiaj będzie kilka wskazówek jak się uporać z naszym planem treningowym, kiedy już zdołaliśmy się uporać z przeziębieniem/pomniejszą kontuzją i jesteśmy gotowi wsiąść na nasz przykurzony już rower. czytaj więcej →