Dzisiaj o tym, że nie zawsze jest kolorowo, nawet wtedy, kiedy ma się dużo szczęścia.

“Miałeś bardzo dużo szczęścia”. Takie zdanie słyszałem od każdego lekarza i rehabilitanta u którego byłem w ciągu ostatnich trzech tygodni. Kraksa na praktycznie pełnej prędkości, po której mam tylko drobne złamanie w okolicach stawu barkowo-obojczykowego, sporo szlifów i obitą dupę (i pewnie pękniętą ramę) – rzeczywiście mogło być gorzej, bo ludzie sobie obojczyki łamią nie przy takich prędkościach. Przez całe trzy tygodnie powtarzałem sobie ciągle, że sezon jeszcze długi, więc nie ma stresu i na pewno będę mógł pocisnąć.

Zadziałał jednak efekt domina – organizm jest zjechany od walki z opuchlizną po wypadku i stanami zapalnymi. Ja, nie mogąc pływać i robić ćwiczeń stabilizujących, nie mogę tak naprawdę trenować tego co przydałoby mi się teraz najbardziej – czyli mięśni core’u i luzowania wszystkich napięć jakie mam.

W efekcie po 20 dniach od wypadku, po którym 3 dni później byłem już na trenażerze, a w kolejnym tygodniu przebiegłem 80 km, moje ciało odmówiło posłuszeństwa. Odezwała się uciekająca rzepka w kolanie, która jeszcze mi nie uniemożliwia biegu, ale wiem, że jeśli bym trenował dalej to bym odnowił to, z czym tak długo walczyłem w zimie. Nie wszystko da się rozbiegać.

Tak więc miałem (nie)szczęście, że się kompletnie nie rozbiłem podczas wypadku. Nieszczęście polega na tym, że jestem w stanie na tyle dobrym, że szlak mnie trafia, że nie mogę ćwiczyć, ale jednocześnie w stanie na tyle kiepskim, że nie powinienem nic robić. Ręka na temblaku, noga do góry.

Sezon się dla mnie skończył, zanim jeszcze się na dobre zaczął. Szkoda, bo 4 miejsce w AG w Sierakowie i wyniki na treningach naprawdę dawały mi prawie pewność, że to będzie kolejny najlepszy sezon w życiu, a 4:30 na 1/2 IM pęknie  z hukiem.

Tymczasem, obchodzę się smakiem i jęczę, że świat jest niesprawiedliwy. Chyba wynika to z chwilowego braku celu. Wydaje mi się, że my triathloniści, a szczególni my, osobowości typu A, potrzebujemy celu, dla którego wypruwamy sobie flaki i dla którego żyjemy. Taka gonitwa za królikiem, który ciągle ucieka, a my piszemy plany i strategie jak go złapać – to jest FUN! Przynajmniej zawsze był dla mnie.

Teraz chyba jednak czas, bym zrobił krok w tył, albo przynajmniej przestał ganiać królika i doprowadził swój organizm do porządku. A potem zaczął gonić, tylko zwracając uwagę na to co mi mój organizm podpowiada, a nie mając go w dupie. Mój trener wczoraj mi powiedział, że najważniejsza w triathlonie jest cierpliwość – „ 8 na 10 dobrych sportowców nie staje się wybitnymi sportowcami, bo brak im cierpliwości. Albo robią coś za szybko i się niszczą, albo rezygnują”.  No więc, chociaż jęczę, to nie rezygnuję. IM Kona w AG 35+ też brzmi dobrze.

 

10 lipiec | Trening

KOMENTARZE (15)

3xjanusz

Dzięki Michał! Masz rację, że niezależnie jakby tę sytuację rozpatrywać to generalnie to że się stało to jest kiepskie:) Wina była moja - zjeżdżałem na zakręcie położony na lemondkach i na tym zakręcie chciałem wyprzedzić zawodnika przede mną. On wstał z lemondek do gornego uchwytu i przyhamował i ja tez wstałem i już nie zdążyłem przyhamować tyle ile powinienem.

Michał

Mówiłeś że wypadek zdażył się na hamowaniu przed zakrętem. Czy to był twój błąd w hamowaniu za mocno czy też zawodnik przed tobą udeżył w ciebie?

Michał

Chłopie no masakra na całego. Pierdzenie że nie martw się itp to można sobie do szuflady wsadzić. Jedyny plus tego jest taki że po wyleczeniu wracasz do treningów. Z tego trzeba się cieszyć.

3xjanusz

Dzięki Greg! To właśnie to mnie teraz napędza, m.in. Twoje kozackie wyniki!! Z każdej sytuacji musimy wynosić naukę, ja na pewno wyniosę dużo nauki z tej.

Greg

Jest przykro, wiadomo... ale to też wzmacnia psychę, mimo że wydaje sie to paradoksalne. Dla mnie jesteś mega trenerem i jest czas by nad tym troche posiedzieć, to zaprocentuje jeszcze większym doświadczeniem w tym sektorze - zawsze są plusy i minusy. Jestem pewie, że ten czas też przyczyni się do wypoczęcia i znowu paradoksalnie - wzmocnienia organizmu! Jesteśmy z Tobą! :)

dario

Janusz paradoksalnie może się okazać że wyjdzie Ci to na "zdrowie" ponieważ organizm w pełni się zregeneruję i wzmocni wodą kokosową i jerba mate :-)

3xjanusz

Dzięki Dario! Noo niestety, a nam, "normalnym" potrzeba wiecej czasu na regenarację. Ja czuję ogromną różnicę, kiedy mogę się wysypiać normalnie vs ograniczone godziny na spanie w codziennym pracującym tygodniu.

dario

Janusz jak zapewne wiesz sam wracam po artroskopii kolana a na połowie lutego rabdomiolizie mięśni (ich rozpad). To wszystko z powodu zbyt dużego obciążenia, braku regeneracji i słuchania organizmu że odpuścić trening. Teraz wiem że takie trenowanie przyniesienie efekt ujemny - trzeba być cierpliwym a po każdym treningu czuć że zostało jeszcze 10-20% pary. Życzę Ci zdrówka, cierpliwości. Ps. Będziesz mieć więcej czasu na inne kwestie

3xjanusz

Dziękuję Profesore! Będę czekał i powrócę:)

Artur Puka

Nie wierzylem,ze to Ciebie spotkalo!!! Trzymaj sie Brachu! Minie, wyleczysz sie! Badz cierpliwy:)

3xjanusz

Dzięki chłopaki!! O tak, zakupy na pewno jakieś będą, na pocieszenie: ) Piotr, Na frankfurt już zapisy otwarte!

FilipO

Damn it! Chore ambicje sportowców amatorów nas niszczą ;). Kontuzje przeciążeniowe są sto razy gorsze niż zwykłe złamania/skręcania. Przy tych pierwszych nie wiesz kiedy wyzdrowiejesz, kiedy możesz wejść na najwyższe obroty. Sam doprowadziłem się do stanu nieużywalności na niemal 2 lata, pieprząc się z kolejnymi kontuzjami. Teraz czuję, że jadę na skraju, ale spróbuję się uczyć na cudzych błędach (sic! rzadko się to zdarza :D) i wyluzować. Janusz, trzymam kciuki za odpoczynek! Teraz skup się na czytaniu, oglądaniu o tri i... zakupach :D. Ja po kontuzji wróciłem z 3 parami nowych butów i kilkoma nowymi ciuszkami :D. Trzymaj się, pozdro!!!

Piotr C

Janusz, pewne sytuacje nie dzieją się przypadkowo. Poza zdrowiem będziesz mógł lepiej zająć się trenowaniem innych. Wierzę, że za rok razem wystartujemy na IM we Frankfurcie lub Barcelonie... zobaczymy, gdzie się uda wbić... Myśl już ciepło o kolejnym podopiecznym ;-)

Fabisz

Moja Mordo, nie dygaj zaraz znajdziemy Ci królika !! :D a doprowadzenie się do stanu używalności jest celem samym w sobie... ! :D Co ma powiedzieć Martin gdy łamie się na 1km przed metę TDF będąc w żółtej koszulce i mając najlepszą obstawę w peletonie ! To tylko sport, świata nie ratujemy ale poprawiamy :D Naprawimy Cię i będzie w dechę !! :D

Mateusz

Taka sytuacja, przymusowa pauza często pokazuje nowe możliwości. Niekoniecznie związane z triathlonem. Ja kiedyś po chorobie chciałem podbudować swoje zdrowie i rozpocząć jakąś aktywność fizyczną. Nie mogłem już grać w kosza, bo wcześniej po skręceniu kolana, było ono niestabilne. Zacząłem sobie biegać. Później okazało się, że w sąsiedztwie mam basen po taniości... I to już był tylko krok od nowej pasji - triathlonu... :)

KOMENTUJ

W poprzednich dwóch częściach pisałem o tym, jak sobie radzić z przeziębieniem. Dzisiaj będzie kilka wskazówek jak się uporać z naszym planem treningowym, kiedy już zdołaliśmy się uporać z przeziębieniem/pomniejszą kontuzją i jesteśmy gotowi wsiąść na nasz przykurzony już rower. czytaj więcej →