Krótka relacja z krótkiego startu, czyli Łurzyckie Ściganie Race Report!

W miniony weekend odbyła się druga edycja Łurzyckiego Ścigania, impreza współorganizowana przez Guru Sport. Trasa miała tym razem 20 km, czyli 2 razy więcej niż podczas pierwszej edycji.

Mimo tego, że złotym środkiem do sprawdzania swoich możliwości „kolarsko-czasowych” jest test czasowy na trasie 40-kilometrowej, to i tak bardzo się cieszyłem na myśl o tym starcie. W końcu nigdy wcześniej nie jechałem odcinka stricte czasowego na rowerze!

Jak zapewne pamiętacie z moich wpisów o FTP, jestem zagorzałym fanem testów mocy. Po pierwsze są one niezbędne do sprawdzania "gdzie jesteśmy" z naszym treningiem i czy robimy progres. Po drugie jest to cierpienie w czystej postaci i świetna jednostka treningowa sama w sobie.

Zazwyczaj robię testy mocy na trenażerze w mieszkaniu, używając protokołu Coggana z nieznaczną zmianą w rozgrzewce i robiąc 2x20 minut maks. Test na trenażerze ma wszystkie plusy o jakich można pomyśleć:

- Dużo łatwiej utrzymać stały poziom mocy niż na zewnątrz

- Liczy się tylko to, co wkładamy w pedały – wiatr, podjazdy, zakręty nie mają znaczenia

- Warunki testowania zawsze są identyczne

- Generalnie jest to wygodne i możemy się przygotować „organizacyjnie” do takiego treningu tak dobrze jak tylko chcemy – łącznie z kubłem do rzygania i ręcznikami oraz heavy metal'ową muzyką i filmikiem od sufferfest.com.

Minusem jest natomiast fakt, że ciągle jest to próba odwzorowania wysiłku podczas potencjalnego startu. A przecież, upraszczając, FTP to nic innego jak maksymalny poziom mocy, który powinniśmy móc utrzymać przez godzinę mocnej czasówki. A więc jak lepiej możemy to sprawdzić, niż podczas samych zawodów?

Start

zrzut-ekranu-2014-08-26-o-90.png (duĹźe)

Jak widać adrenalina zrobiła swoje i trochę za mocno zacząłem (odwrotnie niż na trenażerze, gdzie zazwyczaj przez pierwsze 2-3 minuty staram się trzymać mniejszą moc). Zakres 400-500W jest kompletnie poza moim zasięgiem i utrzymanie go nawet przez 60-120 sekund na początku mogło zaważyć na reszcie wyniku...

Mimo to, udało mi się osiągnąć jeden z większych celów na ten sezon, czyli złamać 300W jako poziom FTP. Mój ostatni wynik, z czerwca, to 287W, więc 5-procentowy progres przez 2 miesiące to więcej niż się mogłem spodziewać! Jednocześnie zbiłem trochę z wagi w porównaniu do ostatniego testu, więc wynik jest tym lepszy (ważę 74kg, więc W/KG to 4.08). 

Całość zajęła mi 29:35, ze średnia prędkością 40,04km/h, co wydaje mi się być rezultatem dość łatwym do poprawienia następnym razem, bo to tylko 2km/h więcej niż średnia prędkość na 90km z Gdyni, gdzie nie pojechałem na maks swoich możliwości.

Same zawody były dla mnie idealne – nie tylko nie musiałem pływać przed rowerem (yach!), ale mogłem się również sprawdzić z kilkoma naprawdę dobrymi zawodnikami (również stricte kolarzami) na tydzień przed startem w Austrii. Jedyne czego mógłbym sobie życzyć dodatkowo, to opcja startu na 40km ( czyli np. możliwość jechania dwóch okrążeń na trasie zamiast jednego 20-kilometrowego).

Sądząc po wzroście ilości uczestników w drugiej edycji czasówki, to organizatorzy są na dobrej drodze do ustanowienia dobrej i łatwo dostępnej imprezy cyklicznej, która nam, triathlonistom, jest ogromnie przydatna bo daje okazję do sprawdzenia się tylko pod kątem kolarskim. A przecież wszyscy wiemy, że to właśnie ta część triathlonu jest głównym determinantem końcowych wyników na mecie!


26 sierpień | 3xRACE

KOMENTARZE (0)

KOMENTUJ

W poprzednich dwóch częściach pisałem o tym, jak sobie radzić z przeziębieniem. Dzisiaj będzie kilka wskazówek jak się uporać z naszym planem treningowym, kiedy już zdołaliśmy się uporać z przeziębieniem/pomniejszą kontuzją i jesteśmy gotowi wsiąść na nasz przykurzony już rower. czytaj więcej →