Moje pierwsze poważne zawody w tym sezonie i jednocześnie sprawdzenie w którym miejscu jestem z formą.

Pierwsze zawody po okresie zimowym rządzą się swoimi prawami. Oprócz zwykłego stresu przedstartowego, większość z nas zastanawia się pewnie, czy (i jak duży) zrobiliśmy progres w stosunku do poprzedniego sezonu. Oczywiście mamy na bieżąco feedback z naszych planów i rezultatów treningowych, ale jednak przetestowanie się w prawdziwym starcie to co innego.

Mój pierwszy start w tym sezonie padł na Piaseczno, tydzień temu. Wynik rewelacyjny nie był i miałem do siebie zastrzeżenia do każdej części zawodów. Nie wiem dlaczego, ostatnim startem po którym byłem tak bardzo zmęczony jak po ¼ IM w Piasecznie, była moja pierwsza połówka IM w Austrii. Dochodziłem do siebie chyba ze trzy dni i po prostu czułem się źle. Może za bardzo przepaliłem się na rowerze i na biegu.

Mając to jednak świeżo w pamięci (i w nogach), postanowiłem mocno przyłożyć się do wypełnienia założeń, które wcześniej ustaliliśmy z trenerem:

1. Pływanie
przede wszystkim spokój w wodzie! „Złapać“ możliwie szybko czyjeś nogi oraz brać nawroty mocno po zewnętrznej, żeby nie tracić czasu na walkę przy bojce.

2. Rower
trzymać strefę 220 – 260W oraz nie przekraczać mojego FTP o więcej niż 20%. Odżywianie: 30-60g carbo na godzinę, nie jeść na siłę.

3. Bieg
byle do mety :)

Pływanie

Start z plaży ma tę przewagę, że w przypadku słabszych pływaków (czyt. mnie), można w pełni kontrolować przestrzeń wokół siebie. Jeśli tuż po starcie jest młyn, można chwilę poczekać i poszukać wolniejszej strefy podczas wbiegania do wody. Może to nam oszczędzić sporo stresu związanego z „pralką“. Tak też zrobiłem w sobotę i pływanie zacząłem chyba dopiero jakieś 15-20 sekund po strzale startowym.

Pierwszy raz założyłem na pływanie dwa czepki – mimo, że woda nie była bardzo zimna, wydaje mi się, że moja percepcja w wodzie była dużo lepsza niż normalnie.

dsc_0084.jpg (orig)

Rower

Taaddaaamm:

Zrzut ekranu 2014-06-02 o 2.01.04 PM.png (małe)

Jak widać, plan udało się wykonać wedle założeń. Średnia moc wyszła 252W, a więc tak jak chciałem. Trasa rowerowa była na pewno krótsza niż 90km. Garmin pokazał mi czas 2:17:52, ale to chyba jakiś błąd. Złapany czas na TP i na stronie organizatora to 2:23, więc przyjmuję go za poprawny. Uważam, że ta część poszła mi dobrze, szczególnie uwzględniając dwa postoje na założenie łańcucha – podczas upychania roweru w samochodzie musiałem naruszyć wózek, bo zrzucając przełożenie podczas zjazdów na najwyższe, łańcuch schodził poza zębatkę i musiałem to ręcznie poprawiać.

Pierwszy raz nie wpychałem w siebie na siłę żeli/bananów/batonów. Mieszanka w bidonach (woda kokosowa + czysta maltodekstryna), którą stosuję od jakiegoś pół roku, potwierdziła się być strzałem w dziesiątkę, jeśli chodzi o moje odżywianie na rowerze.  

sierakow-kopia.jpg (orig)

Jak możecie zobaczyć na zdjęciu pomiar mocy mam na kole treningowym. Zastanawiałem się, czy przy przednim kole ze stożkiem 58mm nie będzie mnie za bardzo zwiewać. Okazało się, że kompletnie nie było z tym problemów.

Bieg

Masakra! W zasadzie to plan wykonałem (dotarłem do mety:)), ale zdecydowanie była to najtrudniejsza trasa na zawodach Tri jaką biegłem. Dała o sobie znać kiepska technika biegu – przy miękkim podłożu i braku stabilnej powierzchni do siłowego odbicia stopy, mocno tracę na prędkości i kadencji. Nie byłem nawet w stanie utrzymać swojego „marathon pace”.

Tak, czy siak, życiówka pękła i to mocno, bo o czternaście minut, z czego się cieszę. Połówka w 4:44 brzmi nieźle, ale tylko mnie to utwierdziło w przekonaniu, że na łatwiejszej trasie i bieganiu „po twardym”, czas 4:35 jest totalnie w zasięgu w tym sezonie.


dsc_0163.jpg (orig)

02 czerwiec | 3xRACE

KOMENTARZE (7)

3xjanusz

Lucjan - szkoda kraksy, w takim razie trzymam kciuki za dobre wyniki! A 2:32 w piasecznie to naprawdę dobry czas. Tomek - dla mnie też, ale ja każdy start traktuję jak Spartę :)

Tomek

Tak Janusz, trenuję z miernikiem mocy. Na marginesie, to początek sezonu, dla mnie, ale pewnie i dla większości to było sprawdzenie co i jak po okresie treningowym. Teraz trzeba dobrze rozłożyć siły, bo sezon jeszcze będzie trwał 3,5 miesiąca i przecież nie chodziło o to aby się w Sierakowie "wypstrykać".

Lucjan Frigig

w zeszłorocznym Sierakowie debiutowałem z wynikiem 2h42' a w tegorocznym Piasecznie o 10' lepiej choć realny cel był <2h30'. Na HTG mnie nie ma, na 99% Susz połówka (zależy czy zdążę, bo supportuję kumpla na Celtmanie), no i Przechlewo, gdzie w zeszłym roku zaliczyłem kraksę solidną okupioną dłuuuugim leczeniem.

3xjanusz

Siema Tomek, właśnie byłem ciekawy, czy się zidentyfikujesz po zobaczeniu fotki :) Haha, no ja również gratuluję wyniku! Jeśli widziałeś moją minę na biegu, to rozumiesz, dlaczego nawet nie ogarnąłem, że ty to ty...:) Jeździsz na mocy też?

Tomek

Gratuluję !!! Zwłaszcza, że mieliśmy okazję chyba trochę pogadać na trasie rowerowej, zresztą ten rower za tobą na twoim zdjęciu to ja :). Na rowerze się bardziej oszczędzałem i to pozwoliło mi wyprzedzić cię na biegu, ale taka różnica to jak nie różnica. :)

3xjanusz

Dzięki! no właśnie, nazwisko zobowiązuje...:) Zarówno trasa biegowa w Piasecznie, jak i w Sierakowie kompletnie "nie pode mnie", więc wybieram mniejsze zło. Myślę, że jeśli po rowerze w Piasecznie czułbym się tak dobrze jak w sobotę, to bym wolał właśnie tam kręcić te 8 pętli. I jak poszło w debiucie? Startujesz w Gdyni?

Lucjan Frigig

GRATULUJĘ! Zwłaszcza, że mamy takie samo nazwisko. Ja debiutowałem w Sierakowie w zeszłym roku na ćwiartce i też dobrze wspominam bieg. Pozdrawiam i życzę tych 4:30 na połówce. BTW a gdyby w Piasecznie było 8 pętli, to jak porównałbyś trasy? Sieraków górki, ale Piaseczno miękko

KOMENTUJ

W poprzednich dwóch częściach pisałem o tym, jak sobie radzić z przeziębieniem. Dzisiaj będzie kilka wskazówek jak się uporać z naszym planem treningowym, kiedy już zdołaliśmy się uporać z przeziębieniem/pomniejszą kontuzją i jesteśmy gotowi wsiąść na nasz przykurzony już rower. czytaj więcej →